//////

Miesięczne archiwum: Grudzień 2007

NAJWAŻNIEJSZY SPEKTAKL

Najważniejszym spektaklem tego roku była Szłość Samojed­na krakowskiego Teatru „Pleonazmus”. Dziwny to spek­takl, w którym cały dialog skonstruowany jest za pomocą jedne­go tylko słowa: czasownika „iść”. Wybór tego właśnie słowa jest celowy. Koresponduje bowiem z treścią i przesłaniem całe­go spektaklu. Rzecz jest — najogólniej mówiąc — o wyboistej „drodze ku… . Obróbka zaś, jakiej poddano ów czasownik, odpowiada temu, co działo się i dzieje z samą ideą tego marszu. Słowo wyeksploatowane do cna, umieszczane we wszystkich chyba możliwych kontekstach, odsłania swoje nieoczekiwane sensy. Pokazuje mechanizm kreowania rzeczywistości za pomo­cą słowa. Bohaterowie spektaklu są jakby zamknięci w jego obrę­bie, gdyż słowo-idea wyznacza pole ich postrzegania i pojmo­wania świata.

WYDZIELONA PRZESTRZEŃ

Spektakl dzieje się w kręgu wydzielonej przestrzeni sali, po­zbawionej wszelkich rekwizytów. Na scenę-podłogę wysłaną ma­tami i kocami wypełza bezkształtny twór złożony z wielu sple­cionych ciał aktorów. Stwór jest amorficzny, to się wydłuża, to skraca, wielogłowa, wieloręka stonoga. Po drugiej stronie poja­wia się dziewczyna, ubrana podobnie jak wieloosobowy stwór. To Ta-Która-Przyszła, „szłość samojedna”. Kim jest dziew­czyna ‚ Możliwości jej identyfikacji są różne. To przywódca, ku­siciel, uzurpatorska władza, to zwodnicza idea, świetlana przy­szłość, wielka obietnica. Kim jest stwór? To zbiorowość, spo­łeczeństwo, jakaś zwarta grupa. Zaczyna się wypytywanie Szłości, skąd się wzięła i po co przyszła, przypominające ni to plotkar­skie indagacje, ni to policyjne przesłuchanie. Dziewczyna za­chowuje się całkiem niewinnie, nic nie zapowiada jej „prze­jęcia władzy” nad grupą.

ODKRYCIE ZAMIARÓW

„Tak sobie przyszłam”, „przyszłam, przyszłam, przyszłam”, „dużo przeszłam”, „przeszłam dużo” — daje wymijające odpowiedzi. Po chwili wzajemnego badania się, okazuje się, że grupa dokądś podąża. Zaczyna się nama­wianie dziewczyny — Szłości — do wspólnego marszu. „Chodź z nami — Musisz z nami iść, bo jesteś z nami — musisz iść — z nami iść” — recytuje wielogłowy stwór. Dziewczyna nie ma ochoty. Okazuje się zresztą, że grupa maszeruje w jakąś bliżej nie określoną przyszłość, która ciągle jest daleko. „Szliśmy długo i nie dojdziemy z marszu — szliśmy i dojdziemy — doj­dziemy — dojdziemy. Gdzie dojdziecie?” — pyta dziewczyna. „W to, co przyjdzie — w to, co idzie nam naprzeciw — idziemy — idziemy — idziemy w przyszłość.” Dziewczyna w końcu od­krywa swoje zamiary: „Idźcie sami, ja nie przyszłam, żeby głupio iść, w marszu głupim tkwić.” Rozpełzający się twór zaczyna się zastanawiać, czy aby dziewczyna nie ma racji: „na co nam przy- szło — i do czego to już doszło — szło nam dotąd niewyraźnie — nie wiadomo, o co szło — a przeszło dużo — nie o przyszłe szło nam raczej — szło, szło, przeszło, nic nie przyszło ciekawego.”

NA CZELE GRUPY

Dziewczyna zostaje uznana za wybawienie w uciążliwym mar­szu, za przywódcę, który nareszcie wskaże właściwą drogę: „ona przyszła — przyszła — przyszła — przyszła — ona naszą jest przyszłością.” Grupa składa hołdy: „przesyłamy ci — ty, któ­ra przyszłaś, aby odeszło to, co nam źle szło — ty która przy­szłaś w czas, gdy nam źle szło zaszłości wiele…, no to ślijmy do niej dziękczynne przesłanie — za to, że przyszłaś, kiedy nam nie szło…” Dziewczyna staje na czele grupy: „przejdźcie w nowy krok, byście już trafniej szli”. Grupa chce jednak się upewnić co do trafności zmiany kierunku marszu: „co nam przyjdzie z tego, że na nowo będziemy szli —jak będziemy szli — ku czemu bę­dziemy szli — ile będziemy szli?” „Będziemy odtąd szli kon­struktywnie, nie destruktywnie” — oznajmia dziewczyna, która coraz bardziej umacnia się na swej pozycji przywódcy: „będzie­cie szli jak każę — posłusznie będziecie szli — więc pójdziecie, bo wam przeznaczone iść…” Grupa ma ciągle wątpliwości: „z wiatrem będziemy szli czy pod wiatr — z zakrętami szli czy po prostu? […] tak będziecie szli, jak szliście, tylko że rado­śniej” — odpowiada dziewczyna.

Archiwa

Bookmarks