//////

Miesięczne archiwum: Kwiecień 2008

ROBI SIĘ CICHO

Robi się cicho. I krzyk: „A my wszyscy, gdzie byliśmy wtedy? My wszyscy, tu zebrani, a nie tylko przysłowiowi «Oni»!” Oto fragmenty finału części drugiej: „Dosyć wygodnego kibi­cowania! Przyglądania się karykaturze społeczeństwa, którą tworzyliśmy wspólnie! Rewolucja na górze nie załatwiła wszyst­kich naszych wątpliwości […]. Nikt z nas nie będzie myślał, pra­cował, protestował na rozkaz, kiedy trzeba! Nie wierzymy, aby niektórzy tak przeżarci konserwatyzmem ludzie — mocą jednej uchwały przemienili się w zastęp jasnych aniołów… Dlatego nie wolno nam trzymać się z dala od polityki! Musimy rozliczać się na bieżąco! I nie przy kolacji plując na ministrów… Ale zaczy­nając od siebie! […] To już ostatni dzwonek! […] jeżeli nie chcemy dreptać w miejscu… Na egzotyczną, chocholą nutę w samym środku Europy!” Część trzecia to już milczące niemal zakoń­czenie. Widzowie przechodzą do następnej ciemnej sali. Usta­wiają się wokół okrągłego stołu. Na stole płoną zaimprowizo­wane znicze. Siedem szklanek ze spirytusem.

POWTARZAJĄCY SIĘ FRAGMENT

Fragment powtarza się uporczywie, natrętnie. Widzowie i akto­rzy biorą się za ręce. Stoją w milczeniu, aż wypalą się znicze. Przesłanie spektaklu jest przejrzyste. Czy mamy uczestniczyć dalej w absurdalnym ruchu po błędnym kole, czy przywrócić sens rzeczywistości budując trzecią część — tryptyk? Oto komentarz Zdzisława Hejduka, współtwórcy spektaklu, będący wyrazem poszukiwań zespołu w trakcie przygotowywa­nia tej wypowiedzi: „Wiedzieliśmy, że trzeba będzie uświado­mić wszystkim obecnym, w sposób najbardziej drastyczny, prawdę, że za niedawną przeszłość Polski odpowiadamy wspól­nie, chociaż każdy w różnym stopniu. Podobnie, jak będziemy odpowiadać wspólnie za jej przyszłość. […] Czy potrafimy zracjonalizować błędy i wypełnić podjęte wobec siebie na nowo, w grudniu 1970 roku, zobowiązania, czy też historia wykre­śli nam niejeden jeszcze dramatyczny meander? […] Trzeba ich [widzów] przekonać, że wcale nie jesteśmy zdeter­minowani jakimś metafizycznym kołem, że nie jesteśmy bezwol­nie wpisani w historię, że wszystko zależy w gruncie rzeczy od nas. […]

JEDNYM TCHEM

Spektakl oparty na wierszach Stanisława Barańczaka, jeszcze bardziej demaskatorski niż Koło czy tryptyk?, nie mówi wprawdzie bezpośrednio o niedawnych wydarzeniach grudnio­wych, próbuje za to pokazać, co do nich doprowadziło: tworze­nie gigantycznej fikcji w imieniu „szarego człowieka”, fikcji, która rozrastając się coraz bardziej zaczyna żyć własnym ży­ciem. A „szary człowiek”? „Słyszy ciągle, że jest szarą solą zie­mi, ale nie wie, że ta sól może służyć równie dobrze jako na­wóz.” Konstrukcja spektaklu jest pozornie prosta. Dziennikarz robi „optymistyczny” reportaż ze stacji krwiodawstwa. Prze­strzeń sceniczna zabudowana podestami, na które wstępują bohaterowie reportażu lub jego autor, z których czasami spa­dają lub są strącani. Rekwizyty: gumowe rurki do ściągania krwi, mogące służyć również jako krępujące powrozy lub pej­cze, białe kitle, wiadro czerwonej farby.

Archiwa

Bookmarks