//////

Miesięczne archiwum: Wrzesień 2008

SIELANKOWA SCENA

Jest także scena sielankowa. Przyjście wiosny. Z głośników brzmi muzyka. Radio nadaje Wiosnę Vivaldiego. „Wiosna ludzkości! Wiosna! Drzewa puszczają pędy. Potępiamy błę­dy i wypaczenia zimy. Precz z kultem bałwana! Teraz wiosna. Radość, wiosna!” Wszyscy cieszą się z nadejścia wiosny. „O już coraz bliżej. O już widać wiosnę. Wiosna! Radość! Wio­sna!” Chłopiec i Dziewczyna ciągle próbują przeciwstawić światu przemocy, fałszu i głupoty własne racje: „aby biała prawda pokonała czarną obłudę”, „aby zawiść i zakłamanie nie przy­ćmiły idei”, „aby niewinność zawsze była niewinnością”, „aby posiąść siłę odgięcia sprężyny…” Nikt jednak ich nie słucha. Może więc spróbować wycofać się w swój prywatny „azyl”, budować świat miłości i prawdy wbrew wszystkiemu i wszyst­kim „innym”, którzy swoją biernością i zgodą utrwalają zło, odbierają autentyczność nawet temu, co najbardziej własne, prywatne? „Bo gdy uczucie staje się narzuconym obowiązkiem, strzeżonym policyjną pałką trzymaną w rękach nienormalnych, pełnych sadystycznych pragnień Niby-Ludzi, to dojdzie w koń­cu do buntu. I będzie to czas zabijania, gwałtu, pożogi…”

OSTATNIA ROZMOWA

Ostatnia rozmowa Chłopca z Dziewczyną. Stoją dość bezradnie ze swymi plecakami. Muszą podjąć jakieś decyzje. Muszą coś ze sobą zrobić. Ze sobą, z tym światem, z własnym życiem, przeszli przez wszystkie piętra współczesnego, znajomego piekła. Czu­jemy wraz z nimi, że osiągnęli taki próg świadomości, z któ­rego do poprzedniego życia nie ma powrotu. Chłopiec chwyta kanister z benzyną. Wybiega z sali. Po chwili za oknem bucha płomień. W małej salce robi się coraz bardziej duszno, do­chodzi swąd spalenizny. A jednocześnie coś radosnego, wyzwa­lającego jest w tym ogniu. Nie jest to symbol zniszczenia, końca, lecz raczej zapowiedź odrodzenia, początku czegoś nowego. Wskazuje na to także komentarz reżysera i współtwórcy spek­taklu: „Jedno jest pewne. Nam wszystkim taki spektakl był potrzebny. Nam, zespołowi ludzi, których zespoliła w tym teatrze przyjaźń, wspólne idee, konieczność obrony życia. Sztuka zawsze musi być po stronie życia, bo nawet samopa- leme jest głosem za życiem, a protestem przeciwko we­getacji, która jest śmiercią, i to śmiercią mniej honorową niż szubienica.”

SPADANIE

Grudzień 1970. Łódzkie Spotkania Teatralne. „Mokre, szare powietrze Łodzi jest ciągle jesienne. […] Po Piotrkowskiej krąży tłum młodych ludzi z całej Polski. Taki sam jak co roku. Nie, inny tym razem. Spoważniały. I bardzo spokojny, zbyt spokojny, by ukryć napięcie. Mówimy mało, niechętnie, zniżając głos. Trudno przewidzieć, co stanie się za godzinę.” Spektakle prezento­wane na tych Spotkaniach różnią się od zeszłorocznych. Są bli­skie nastrojom społecznym, pełne niepokoju, napięcia. Wyrażają powszechne odczucia. Tak dłużej być nie może. Znów, jak w paź­dzierniku mówi Puzyna — wybuchnął protest gorzki i gorący.

Archiwa

Bookmarks