//////

Miesięczne archiwum: Styczeń 2009

OFIARA W SPEKTAKLU

Wśród krwiodawców narasta agresja i ciekawość, ale nikt nie chce się narazić. Ani podejmując ostateczną roz­mowę z manipulatorem, ani otwierając owe symboliczne „za­mknięte drzwi . Krwiodawcy usiłują namówić Młodego człowie­ka, by zrobił to za nich. Jednak Młodemu udaje się zrzucić od­powiedzialność na Technicznego. Ofiara zostaje rzucona na podest, skrępowana wężami, w które krwiodawcy pompują po­wietrze. Techniczny powoli rozpościera ręce, stając się ni to symbolem krzyża, ni to nadmuchanym balonem. Przekracza linię drzwi, wychodzi. Pozostali nadsłuchują, to zbliżają się do niebezpiecznych drzwi, to oddalają. Nikt już nie słucha Dzien­nikarza. Za drzwiami pada strzał. Gdy wniesiono ciało rannego Technicznego krwiodawcy, odgrywający dotąd role krwiodaw­ców usiłują tym razem oddać krew naprawdę. Jest już jednak za późno. Ofiara ginie.

JAK MÓWIĄ TWÓRCY

O   spektaklu tym mówią jego twórcy: „Przedstawienie jest pytaniem o cel naszego codziennego marszu. Pytaniem, które zadajemy, ponieważ doświadczenia lat 1968—70 nauczyły nas nieufności wobec gotowych odpowiedzi, niewiary w hasła, mity, zbiorowe histerie, nauczyły obawy, by «krwioobieg znowu nie przesłyszał się w krwotok», co zawsze będzie możliwe, dopóki nie zdamy sobie sprawy z konieczności stawiania sobie podsta­wowych pytań.” „Nasze przedstawienie miało posiać wątpliwości, by w ten sposób zmusić do przemyślenia i przewartościowania wyobrażeń o   świecie. Miało być prowokacją, wstrząsem wewnętrznym, «uderzeniem w twarz»” — mówi autor scenariusza i reżyser spek­taklu Lech Raczak.„Teatr powinien demaskować fałsz, który wszyscy zgroma­dziliśmy w sobie, zdzierać maski pozorów, pokazywać nasze twarze. I sens tego, co kryje się za wzniosłymi słowami, pięk­nie brzmiącymi sloganami, utartymi gestami wykonywanymi z przyzwyczajenia, lenistwa lub strachu.”