//////

Miesięczne archiwum: Maj 2009

DWA SPEKTAKLE

Dwa spektakle: Koło czy tryptyk?  Teatru 77 z Łodzi i Jednym tchem… Teatru Ósmego Dnia z Poznania, są bezspornie najważniejszymi dokonaniami studenckiego teatru. Trudno rozstrzygnąć, który z nich jest ważniejszy. Przedstawiam więc obydwa, zaczynając od pierwszego z wymienionych.Widzowie wchodzą do sali, w której brak wydzielonej prze­strzeni, w jakiej miałby się dziać spektakl. Zapowiedź: „Konfe­rencja prasowa na temat wydarzeń na Wybrzeżu.” Mężczyzna siedzący w fotelu wstaje, dokonuje rytualnego otwarcia konfe­rencji. Z głośników zaczynają płynąć teksty przemówień, jakichś deklaracji, artykułów „wstępnych”, zdania urywają się, kwestie wypowiadane wielokrotnie nakładają się na siebie. Niespójny beł­kot wypełnia salę. Treści tych wypowiedzi w najmniejszym stop­niu nie korespondują z zapowiedzianym tematem konferencji.

SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE

„Społeczeństwo polskie znajduje się obecnie w okresie szyb­kich socjalistycznych przeobrażeń… 28 lat temu zaczęliśmy przechodzić od kapitalizmu do socjalizmu… W życiu naszego państwa dominuje już socjalizm, ale ciągle mamy jeszcze do przezwyciężenia w gospodarce i w świadomości społecznej pozo­stałości po dawnym ustroju społecznym i zacofaniu, dawne kompleksy, stare struktury myślowe i nawyki…” Na sali pomię­dzy widzami znajdują się aktorzy. Po dłuższej chwili zaczynają padać pełne zniecierpliwienia komentarze i pytania. „Jak długo jeszcze?” Odpowiedź jest wymijająca. Pytania stają się coraz bardziej natarczywe. W odpowiedzi niezmiennie bełkot. „Tylko nasz ustrój jest w stanie stworzyć model życia, w którym dosta­tek materialny łączyć się będzie z rozkwitem humanistycznych wartości człowieka i społeczeństwa…”

PO PRZEMÓWIENIACH

Po przemówieniach sakramentalne: „Otwieram dyskusję, czy są pytania? Nie ma? Więc powiedzcie, co tam u was słychać?” Widzowie są skonsternowani. Włączają się aktorzy. I znów py­tania i propozycje jak z gazety. A to: „dlaczego w moim za­kładzie zła organizacja pracy?”, a to: „czemu premie źle rozdzie­lone?”, „a może by poprawić jakość produkowanej w naszej wytwórni kiełbasy?”. Narasta poczucie absurdu. I wtedy zaczy­na się część druga. Nastrój zupełnie inny. Drzwi się otwierają i wchodzimy do dużej sali, rzeczywiście wyglądającej na kon­ferencyjną. Jednak w tej chwili pełni rolę sali bankietowej. Stoły ustawione w podkowę, nakryte, lecz bankiet jakby już trwał długo. Brudne obrusy, niedopałki, butelki z wódką i po wódce, resztki „zagrychy”. A w środku podkowy — „cepe­liada — symbol szczęśliwego życia. Nieruchomy pochód w stro­jach ludowych.

ZAPROSZENI WIDZOWIE

Widzowie zaproszeni do stołu siadają, po chwili zaczynają uczestniczyć w tym dziwnym bankiecie. Aktorzy przemieszani z widzami przy stole zachęcają do jedzenia i picia. Tymczasem korowód rusza w takt piosenki A jak będzie słońce pogoda… W środku podkowy rozgrywają się sceny świad­czące o ogólnej radości, w nastroju ludowego święta czy też suto zakrapianych imienin. Ktoś czyta fragmenty listów do redakcji, wspaniałe prognozy wymyślone przez ekspertów futurologów. Tańce, śmiechy, rozbieranka, wulgarne zaloty, marsze, pochody, polonezy. A pomiędzy tym strzępy rozmowy o tym, co się nie­dawno stało… U szczytu euforii w pełnym „rozkwicie” bankietu ktoś ściąga obrus ze stołu i wali pięścią w stół. Brzęk tłuczonego szkła, na podłogę sypią się resztki jedzenia, grzechoczą puste butelki.