//////

W PEWNYM MOMENCIE

W pewnym momencie podchodzi do nich jeden z aktorów i odbiera sztandary-zasłony, sztandary-sym- bole, obnażając nicość, małość tych, co się za nimi kry­ją. Recytuje jednocześnie tekst Lenina: „Znaczenie jawnej krytyki jest tysiąc razy większe, niż gdy ohydnej sprawie po cichu ukręca się łeb w partyjnym gronie…” Ale natychmiast nastrój powagi zostaje przerwany sceną telewizyjnego wywiadu (ulubiony i niezmienny temat studenckiego młodego teatru). Wywiad jest oczywiście „szczery” i „autentyczny”. Scena wydobywa cały mechanizm reżyserowania owej szczerości. Cho­choli taniec w takt tekstu Kurdesza Ernesta Brylld, zapewnienia o   „lepszym jutrze” (również niezmienny temat powracający w ciągu tych lat dziesięciu niemal w każdym spektaklu), obraz młodzieży polskiej, jaki pojawia się w środkach masowego przekazu i różnych pseudosocjologicznych badaniach nie potrze­buje już scenicznego zaprzeczenia. Wywołuje żywiołową reakcję młodej widowni. „Cała polityczna problematyka Spadania mieści się poza tekstem — twierdzi Puzyna — jest w nas, w widzach. Wystarczy system znaków wywoławczych, by ją rozjątrzyć, poruszyć, wydobyć.”  Spektakl kończy się songiem do tekstu Róże­wicza (o „cudach w naszej budzie”). Ktoś spuszcza powietrze z pontonu. Przekłuty został nadęty balon wielkich słów i fraze­sów. Aktorzy wychodzą zabierając ze sobą szturmówki i czer­wone chusty.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *